W ostatnie Walentynki w liceum w Parkland, USA siedemnaście osób zginęło w strzelaninie, 14 osób trafiło do szpitala. Strzelał jeden z byłych uczniów (usunięty dyscyplinarnie), dziewiętnastoletni Nikolas Cruz. Użył półautomatycznego karabiny AR-15. Był przygotowany do całej akcji- miał przy sobie jeszcze granaty hukowe, kilka magazynków i maskę gazową.

Każda taka tragedia budzi w Stanach Zjednoczonych tę samą dyskusję, pomiędzy zwolennikami posiadania broni i jej zdecydowanymi przeciwnikami. Tym razem głos zabrał także prezydent Donald Trump. Na spotkaniu z uczniami i nauczycielami ze szkoły w Parkland powiedział, że jego zdaniem uzbrojenie nauczycieli mogłoby rozwiązać problem. Jego opinia spotkała się z aprobatą jednej ze stron i dezaprobatą z drugiej.

Podobne przestępstwa z użyciem broni w szkołach zdarzają się w Stanach średnio raz w tygodniu. W tym roku szkolnym było już 18 takich przypadków a cały rok 2017 był najgorszy pod tym względem. Łatwy (prawie najłatwiejszy na świecie) dostęp do broni dla każdego obywatel gwarantuje druga poprawka do amerykańskiej konstytucji. Każdy stan może wprowadzić własne ograniczenia, ale nie wszystkie to robią. Popularne jest hasło, że „jedyne, co może powstrzymać złego człowieka z bronią, to dobry człowiek z bronią. Ale nigdzie na świecie nie dochodzi do takich (i tak wielu) ataków.

Dobrym przykładem może być Australia, w której także dochodziło do wielu strzelanin a przemoc z użyciem broni była na porządku dziennym. Zmieniono prawo, drastycznie ograniczono przepisy w sprawie zakupu broni i od tego czasu nie m już z tym problemu.